Od czego się zaczęło...
Czy jest tu ktoś (prócz mojej babci ;)), kto wierzy, że sny mogą coś powiedzieć o przyszłości? Bo mnie bardzo często śnią się spadające samoloty...
Rok 2013 był absolutnie beznadziejny. W naszej opinii oczywiście.
M. miał przyszłościową, ambitną pracę w zawodzie. Ja rozkręcałam firmę mając z niej całkiem fajne dochody. Nasze bezproblemowe, wesołe dziecko spędzało dnie w całkiem sympatycznym żłobku. Tanio wynajmowaliśmy bardzo przyjemne mieszkanie z ogrodem i nie żyliśmy od pierwszego do pierwszego.
Już od jakiegoś czasu smakowaliśmy pięknej dorosłej polskości. Ale to właśnie w 2013 zebrało nam się na wymioty... korupcja, brak szacunku, praca po 12-15 godzin, brak urlopów, chore prawo, chore urzędy, beznadziejny system edukacji, brak tolerancji, złodziejstwo i brak perspektyw na normalne życie.
Wstajesz o świcie, w pośpiechu jesz, w pośpiechu jedziesz do pracy podrzucając dziecko do placówki, harujesz cały dzień w warunkach, którym daleko do jakiejkolwiek godności, wieczorem pełen nerwów użerasz się z dzieckiem, które nie chce iść spać, bo wreszcie widzi się z rodzicami, a ty masz dość, padasz zaraz po nim. W weekendy sprzątasz i robisz zakupy. O ile masz wolny weekend.
Co to ma wspólnego z życiem? Jak dla mnie - nic.
Cały 2013 rok śniły mi się spadające samoloty. Dość stresujący sen. Jakbym za dnia miała mało trosk... Tak, sprawdziłam co może oznaczać. Przypisałam do jakichś błahych zmian. Olałam.
W nowy rok obiecaliśmy sobie zmiany. Ale tak jakoś... nie było czasu o nich pomyśleć.
Przyszedł marzec. Wieczory z 2 na 3 marca zawsze przynoszą nam coś dobrego. 9 lat razem? Jak ja wytrzymałam tyle z takim wariatem. Yyy, jak on wytrzymał z taką wariatką?! Ba... jeszcze sobie dorobiliśmy trzeciego wariata. I to z premedytacją. No to co? UK, Canada, DE czy Australia ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz