wtorek, 23 września 2014

19.04.2014

Przypadki chodzą po ludziach. Na jednym z forów internetowych, odzywa się do mnie jedna z forumek (z którą wcześniej nie pisałam zbyt wiele), że w firmie, w której pracuje jej mąż szukają inżynierów. Podsyła namiary, gdzie mamy wysłać CV, może się uda...

Czytam o klimacie w North East i się okazało(co mnie zaskoczyło bardzo), że tam pada znacznie mniej niż tutaj w Krk i jest znacznie więcej dni słonecznych. Tylko temperatury bardziej uśrednione co mnie niestety martwi, bo ja lubię albo -20 albo +30...

Newcastle - mieścina, która ma tyle mieszkańców, ile w Krakowie jest studentów, a jakimś cudem infrastrukturę ma rozbudowaną znacznie lepiej niż to moje piękne miasto... mocno zaskakujące

Tak sobie zaczynam coraz bardziej rzeczywiście myśleć o tej przeprowadzce i stwierdzam, że trudne to będzie.. "trudne" ze skłonnością do "zajebiście trudne" :] począwszy od kwestii stricte praktycznych, logistycznych na ideologicznych i mentalnych zakończywszy

chciałabym zabrać stąd wszystko na czym mi zależy i wynieść się do UK
z drugiej strony rozum mi podpowiada, żeby zostawić sobie tutaj jakiś backup, że jak za miesiąc, dwa, trzy okaże sie że z robotą M. nie wypaliło, nie chcą go, to by mieć do czego wracać
z trzeciej strony ten rozum jest głupi, bo ja nie chcę tutaj wracać, nie ma tutaj do czego wracać, nawet nie chcę sobie tworzyć "zachęty" na wracanie tutaj, wolę iść gdzieś dalej, dzieć mały, nic nas nie trzyma... a gdy za miesiąc,dwa, trzy, okaże się, że jest ok i nie ma po co tutaj wracać, to będzie zabawa w latanie milion razy żeby pozamykać tutaj sprawy...

inna kwestia - pojedziemy do UK i znów będzie to, czego chciałam uniknąć, czyli M. w pracy, a ja w domu cały dzień w młodym... bo wątpię, czy będziemy mieli na początku te 200 funtów tygodniowo na nursery... zwariuję i ja i młody... a jakoś nie mogę uwierzyć, ze uda mi się na tyle szybko rozwinąć firmę, by zarobić na samo nursery... kiedyś bym uwierzyła i to zrobiła, ale od 2 lat jakoś nie mam wiary w siebie... :/ chyba dawno mnie nikt w tyłek nie kopnął...

25.04.2014
M. po pierwszej rozmowie telefonicznej.. ależ był zestresowany, że jak on sobie to poradzi... a skończyło się na dłuższej pogawędce z żartami i takimitam
eh, coś ten mój chłop ostatnio nie wierzy w siebie

no i pierwszy etap rekrutacji przeszedł, poszły papiery i portfolio do pracodawcy, teraz on będzie myślał
tym razem opcja nieco bardziej na południe...

eh, może nam coś z tego wyjazdu wyjdzie kiedyś



i czekamy... do przełomu maja i czerwca, gdy mamy dostać odpowiedź w sprawie oferty z Newcastle..
KWIECIEŃ 2014

7.04.2014
Ja to się zastanawiam czy M. kiedykolwiek tam robotę znajdzie (w sensie na tych stanowiskach, które go interesują). Prawie 200 aplikacji złożonych w 20 dni (mam wrażenie, że mają duże zapotrzebowanie na Site Engineer'ów/Site Managerów i Project Managerów w budowlance). I na razie kilkanaście informacji, że niestety się nie udało. Reszta milczy. Fakt, że w części jest czas oczekiwania na odpowiedź 2-3tyg, ale jakoś chyba przestaję widzieć wskoczenie tam ot tak prosto z PL... jeszcze zrobienie głupiego CSCS nie jest takie proste bo wymagają obecności na budowie w UK.. i jak to zrobić nie mając pracy w UK? eh

walczymy dalej

mamy czas do listopada, później mi się zwali na głowę standardowy ZUS więc zamykam działalność i musimy stąd wyjechać gdzieś gdzie będę mogła normalnie pracować
bo nie pracować sobie nie wyobrażam kompletnie...

już mam pierdylion pomysłów na biznes w UK ^^
nie zdziwię się jak pojedziemy i będziemy żyć z mojej firmy ;)


8.04.2014

ruszyło się coś! niewiele, ale jest kroczek do przodu

jedna z firm rekrutujących odezwała się do nas, że chętnie spotkaliby się twarzą w twarz, proszą o info, czy jest możliwość, byśmy w najbliższym czasie wybrali się do Szkocji, bo na odległość będzie im ciężko coś załatwić, ale rekrutują dla największych szkockich firm budowlanych i na pewno praca by sie znalazła tylko potrzebują rozmowy

mamy plan zaproponować im wstępną rozmowę via Skype i jeśli po niej stwierdzą, że faktycznie jest szansa znaleźć coś konkretnego, to szukamy biletów i planujemy wakacje w Szkocji [by uniknąć sytuacji, że polecimy i w 2 pierwszych zdaniach wyjdzie, że nic z tego]

z całego UK najbardziej podoba mi się Szkocja... eh ależ by było pięknie gdyby coś się udało
[no..przynajmniej sobie trochę pomarzę ;)]


10.04.2014
rozmów ze Szkocją ciąg dalszy
z gościem z Search ustalamy sobie strategię,jak tu zachęcić pracodawców do przeprowadzania wywiadów online z takim pionkiem z PL przejął się nami, widzi potencjał, ma dużo ofert dla nas i ostrzega, że część stanowisk będzie wymagała szybkiej przeprowadzki (4tyg)
jak dla mnie to mogę być 4 dni

tylko jest jeden kruczek... dużo prac budowlanych związanych z pracami ziemnymi, konstrukcjami ochronnymi, portami.. możemy wylądować na totalnym zadupiu...
np Fraserburgh
hm.. 12tys mieszkańców(to już miasto?! myślałam że wieś :P), gigantyczny port związany z połowem skorupiaków (za owocami morza to ja nie przepadam.. łososia nie mają?;))

hm... w sumie to mi się podoba
tylko, czy tam mają jakieś przedszkole?

choć chyba Inverness lub Aberdeen podobają mi się bardziej

eh, ja to bym już pojechała...


11.04.2014

I wszystko wskazuje na to, że dostanę najlepszy prezentu urodzinowo-ślubnorocznicowy ever! Tzn. mąż w przyszłym tygodniu składa wypowiedzenie. Rzuci tą robotę w pierony, będziemy siedzieć i klepać słodką biedę z mojej działalności. Będę najszczęśliwszą kobietą na świecie!

No i dostaliśmy jedną bardzo konkretną ofertę pracy... ale raczej się nie skusimy.Płaca super, tax free i w ogóle... no ale Arabia Saudyjska. Chyba nie jestem aż tak szalona







14.04.2014
M. rzucił pracę za 2 tyg będzie wolny! będziemy leżeć i nic nie robić! albo robić dużo rzeczy! albo nie wiem co!

rany, alem szczęśliwa

teraz tylko znaleźć jakąś fajną pracę w UK i padnę na zawał z tej radości :]

wybierając między brakiem czasu, a brakiem pieniędzy, wybieram brak pieniędzy

teraz tylko muszę doprowadzić męża do stanu używalności, żeby i on mógł się cieszyć z wolności
bo póki co jest skasowany i psychicznie i fizycznie...

no i od rana czyham na portalach z ofertami pracy... zdecydowanie pokochałam poniedziałki


 MARZEC 2014

3.03.2014
W UK mokro i dużo Polaków. W DE mówią po niemiecku. W Kanadzie zimno i problem z uprawnieniami. W Australii? Są pająki, skorpiony, węże, boksujące kangury, pożary lasów, zimy stulecia do roku i 50 stopni w lecie. Jest ocean, góry, milion wysp w okół do zwiedzenia, na których co miesiąc są trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów. To jest to! :D

Nie mogłam spać pół nocy. Eh jak dobrze ja znam to uczucie... i jakże je kocham nieziemsko! Rozmyślamy, liczymy, kombinujemy, czytamy... oczywiście nie ma to najmniejszego sensu, bo w głębi serca decyzja się już podjęła i nic jej nie zmieni, co najwyżej jakaś katastrofa może ją delikatnie odłożyć w czasie.

Nasza strzałka wyznaczająca najbliższy ważny cel w życiu właśnie się przestawiła na południowy wschód. Bardzo południowy wschód.

Chce ktoś trochę adrenaliny? Bo mi aż szumi w głowie z nadmiaru. Chce mi się skakać, tańczyć, śmiać się do utraty tchu... w sumie nawet to robię :D
Coś się zmieniło? Nie. Nadal siedzę na kanapie z laptopem na kolanach, dłubię artykuł dla mojego głównego zleceniodawcy, zaraz się zabiorę za pakowanie przesyłek, żeby o 16 wyjść bo Bena... i cieszę się jak głupia.


18.03.2014 (po wysłaniu ok. 250 odpowiedzi na oferty pracy)
Ucieka nam ta Australia jakoś... ucieka w czasie. Możemy załatwić wizy studenckie, jechać i szukać roboty, ale tak nie chcemy. Chcemy pracować w swoich zawodach, a to wymaga uzgodnień dyplomów, uprawnień, certyfikatów...

A Australia to śmieszny kraj... certyfikat wydany w Warszawie jest nieważny. Ten sam certyfikat wydany w Londynie - już tak. I nie ma znaczenia, że to ten sam dokument, tak samo wygląda, tylko wydaje go inny oddział. I tak ze wszystkim. Podpowiedziano nam, żeby wyjechać na jakiś czas do UK jeśli mamy możliwość, tam chwilę popracować, porobić ichniejsze "uprawnienia" i wtedy mamy drogę otwartą. Bez względu na to czy mamy Angielskie czy Polskie paszporty...

Nie chcę do UK... Mam dość Polaków, Polski i polskości. Oczywiście uogólniam, nie chcę nikogo obrażać, proszę się nie obrażać... ale mam dość tego syfu na ulicach, trawników na których jest więcej psich odchodów niż ziemi, wszędobylskiego złodziejstwa i systemu pracy polegającego wyścigu szczurów i udupianiu się nawzajem zamiast na kooperacji... nosz nie mogę się już na ten kraj patrzeć...

a w UK się zrobiło bardzo polsko... :/ tylko do tego ciągle pada...
chyba pozostaje mi tylko nadzieja, że się mylę...

zmieniamy kierunek, nie ma mety marzeń, jest byle dalej od startu :/ gdziekolwiek byle nie Polska...

eh... jeszcze to czekanie na jakikolwiek odzew od kogokolwiek... a ja taka niecierpliwa

27.03.2014
Mamy pierwszą odpowiedź na wysłaną ofertę ! Tylko czemu akurat na tą, którą kliknęłam przez pomyłkę, chcą wysłać CV zupełnie gdzie indziej? :P

wtorek, 16 września 2014

Od czego się zaczęło...

Czy jest tu ktoś (prócz mojej babci ;)), kto wierzy, że sny mogą coś powiedzieć o przyszłości? Bo mnie bardzo często śnią się spadające samoloty...

Rok 2013 był absolutnie beznadziejny. W naszej opinii oczywiście.
M. miał przyszłościową, ambitną pracę w zawodzie. Ja rozkręcałam firmę mając z niej całkiem fajne dochody. Nasze bezproblemowe, wesołe dziecko spędzało dnie w całkiem sympatycznym żłobku. Tanio wynajmowaliśmy bardzo przyjemne mieszkanie z ogrodem i nie żyliśmy od pierwszego do pierwszego.
Już od jakiegoś czasu smakowaliśmy pięknej dorosłej polskości. Ale to właśnie w 2013 zebrało nam się na wymioty... korupcja, brak szacunku, praca po 12-15 godzin, brak urlopów, chore prawo, chore urzędy, beznadziejny system edukacji, brak tolerancji, złodziejstwo i brak perspektyw na normalne życie.

Wstajesz o świcie, w pośpiechu jesz, w pośpiechu jedziesz do pracy podrzucając dziecko do placówki, harujesz cały dzień w warunkach, którym daleko do jakiejkolwiek godności, wieczorem pełen nerwów użerasz się z dzieckiem, które nie chce iść spać, bo wreszcie widzi się z rodzicami, a ty masz dość, padasz zaraz po nim. W weekendy sprzątasz i robisz zakupy. O ile masz wolny weekend.
Co to ma wspólnego z życiem? Jak dla mnie - nic.

Cały 2013 rok śniły mi się spadające samoloty. Dość stresujący sen. Jakbym za dnia miała mało trosk... Tak, sprawdziłam co może oznaczać. Przypisałam do jakichś błahych zmian. Olałam.

W nowy rok obiecaliśmy sobie zmiany. Ale tak jakoś... nie było czasu o nich pomyśleć.

Przyszedł marzec. Wieczory z 2 na 3 marca zawsze przynoszą nam coś dobrego. 9 lat razem? Jak ja wytrzymałam tyle z takim wariatem. Yyy, jak on wytrzymał z taką wariatką?! Ba... jeszcze sobie dorobiliśmy trzeciego wariata. I to z premedytacją. No to co? UK, Canada, DE czy Australia ?